Wakacje


Lista osób na wakacjach/planująca wakacje (zgłoszenia min. 3 dni wcześniej).
FOXX 15-31.07
Marydie 1.07-16.07
Kochana 456 15.07-31.07
gulinek.16 13-20.07; 24-28.07; 15-24.08
Lelissa 13.07-4.08

Hymn szkoły

Hymn szkoły

środa, 2 lipca 2014

Shin

Obudziłem się jakoś dziwnie zmęczony. Znowu nękały mnie koszmary. Najwyraźniej zbyt długo już nie korzystałem z terapii. No cóż, mniejsza z tym.
Wczorajszy wieczór minął mi dość spokojnie, mimo wszystko. Po opuszczeniu przez Inez pokoju jeszcze przez niecałą godzinę rozmawiałem z starym Ryumasaki, a potem zostałem sam, oddając się medytacji. Mogłem powiedzieć, że uspokoiłem się zupełnie, ale i tak nie dało to nic w starciu z senną rzeczywistością.
Wstałem i narzuciłem na siebie szybko mundurek. Czarne, proste spodnie, biała, niegniotąca się koszula z długim rękawem i na to marynarka z szeroką klapą. Nieco zmarszczyłem nos, gdy moja dłoń dotknęła nagiego ramienia z czarno-płomienistym tatuażem, ale nie zastanawiałem się nad tym długo. Potem wziąłem do ręki krawat w kolorze błękitu pruskiego i zawiązałem go sobie na szyi. Nie był obowiązkowy i wielu uczniów unikało takich "dodatków" przez to jak ognia, ale jakoś przywiązałem się już do formalnego wyglądu w szkole. Jeśli ktoś decydował się na to, musiał się ściśle trzymać kolorystyki swojego dziedzictwa, co nie przeszkadzało mi zbytnio. Na końcu założyłem ścięte lakierki na idealnie białe skarpetki, związałem czarną gumką  włosy w wysoki kucyk i wyszedłem. Nie potrzebowaliśmy książek, wszystkie były przechowywane w klasach. Było to wygodne rozwiązanie. Gdy zamykałem drzwi, zauważyłem, że pierwszaki też już powoli zbierają się do wyjścia. Wyczułem na sobie czyjś wzrok. Odwróciłem się w tamtym kierunku i zobaczyłem dość wysokiego chłopaka. O ile mnie pamięć nie myliła, był moim równolatkiem, ale dopiero teraz odkrył w sobie dziedzictwo... Tobias Wu, zaklinacz. Okoliczności odkrycia Dziedzictwa niejasne.
- Yo - uśmiechnął się lekko. - Nie wiesz, gdzie jest...
- ... twoja klasa? - dokończyłem za niego. - Numerologia jest po prawej od schodów, przy wejściu głównym - odpowiedziałem formalnie, po czym ruszyłem na swoje własne zajęcia. Żyłem tu od małego, dlatego nie należałem do żadnej z grup lekcyjnych. Miało to zarówno dobre, jak i złe strony. Jako dziecko byłem rozpieszczany przez litujących się nade mną nauczycieli, ale świadomość niebezpieczeństwa związanego zarówno z niewyuczonymi uczniami, jak i czymś gorszym nie pozwalała nigdy czuć się przesadnie bezpiecznie. Najgorszy jednak był moment, gdy okazało się, że maskotka szkoły posiada swoje własne dziedzictwo. Benu nie były aż tak rzadkie... ale benu dnia. Te nocne zaczynały coraz rzadziej się pojawiać, dlatego każdy okaz był jak najszybciej wchłaniany do szkoły. Poza tym, prawie od początku miałem swój własny plan nauki, włącznie z dodatkowymi przedmiotami, będącymi zazwyczaj uczonymi dopiero podczas specjalizacji.
- Hej, czekaj! - zatrzymał mnie Tobias. Obróciłem tylko głowę, zerkając na niego przez ramię.
- Nie jest przypadkiem twoim obowiazkiem dopilnowanie, żeby wszyscy trafili dobrze? - spytał, próbując wmusić na mnie poczucie winy.
- Ależ oczywiście, że nie. Nie jestem supernianią, tylko takim samym uczniem, jak reszta - uśmiechnąłem się lekko i odszedłem. W pustej sali do bestiologii już czekała Ombra z małym, białym Liskiem Rajskim.

wtorek, 1 lipca 2014

Inez

Trzeba przyznać, że ta dziewczyna miała fatalny początek roku. Najpierw zabłądziła, a potem jeszcze zgubiła towarzysza…. Niby każdemu się mogło zdarzyć, ale to trochę za dużo jak na jeden dzień. Ombra była chyba tego samego zdania, skoro już drugi raz sprowadziła mnie na pomoc nowej. Pielęgniarka rzadko interesowała się kimś do tego stopnia, więc domyśliłam się, że wyczuła w dziewczynie duży potencjał. Jednak, nawet, jeśli tak było, to nauczycielka nie zamierzała sama zająć się tą sprawą. Wyglądało na to, że to na mnie spadną poszukiwania tego wilka, bo Ombra wydawszy polecenie, jak zwykle się ulotniła. Spojrzałam, więc, na dziewczynę, która wyglądała, jakby się miała za chwilę rozpłakać. Była ode mnie kilka lat młodsza i wyraźnie zrozpaczona. Zrobiło mi się jej szkoda, więc podeszłam i delikatnie położyłam jej dłoń na ramieniu.
- Opowiedz mi coś o nim – poprosiłam łagodnie. Wiedziałam, że zanim rozpocznę poszukiwania, muszę zebrać jak najwięcej danych. Poza tym, łażenie od pokoju do pokoju nie miało sensu, bo przez te kilka godzin wilk mógł zawędrować niemal wszędzie, a nawet opuścić teren szkoły. Nie mówiłam tego głośno, by nie pogorszyć sytuacji, ale wiedziałam, że tylko w jeden sposób mogę szybko zlokalizować zwierzę.
- Jest biały, ma złote oczy i lubi przebywać wśród osób z dziedzictwem hamadriady – odpowiedziała cicho. Nie był to zbyt szczegółowy opis. Musiałam dowiedzieć się więcej, by później przekazać innym zaklinaczom mentalny obraz zwierzęcia, ale, by to zrobić, musiałam zajrzeć do umysłu nowej. Nie było to bolesne, ale naruszało jej intymność, a ja nie chciałam, żeby na następne lata straciła do mnie zaufanie. Pociągnęłam, więc dziewczynę na ławkę, a gdy obie usiadłyśmy powiedziałam:
- Mogę znaleźć twojego wilka.
- Kibę – mruknęła.
- Tak, Kibę, ale potrzebuję więcej informacji – mruknęłam. – Jestem zaklinaczką, więc mogłabym je zebrać zaglądając do twojego umysłu. Zgodzisz się?
- Ja… jeśli tak mogę pomóc, to w porządku – powiedziała z lekkim wahaniem.
- W takim razie, wyobraź sobie Kibę – poprosiłam, po czym uśmiechnęłam się do niej delikatnie. Potem skupiłam się na umyśle nowej i wyłapałam od niej najpierw tęsknotę, miłość, a następnie w mojej głowie pojawił się obraz wilka. Szybko przesłałam go wszystkim Zaklinaczom i nauczycielom w obrębie szkoły, dodając, żeby się ze mną skontaktowali, gdy go zobaczą. Wiedziałam, że to najszybszy sposób poszukiwań, ale nie spodziewałam się tak szybkich rezultatów. Bowiem, zaledwie kilka sekund później, otrzymałam wiadomość od profesora Wolfcry:
„Zguba jest ze mną w lesie” razem ze słowami pojawił się obraz niewielkiej polanki.
„Razem z właścicielką zaraz go odbierzemy” odpowiedziałam, po czym z uśmiechem zwróciłam się do owej właścicielki.
- Kiba się znalazł.
- Żartujesz sobie ze mnie? – wytrzeszczyła na mnie oczy ze zdumienia.
- Nie – pokręciłam głową, bacznie obserwując reakcje dziewczyny. – Wiem, gdzie jest i zaraz cię do niego zaprowadzę.
- Naprawdę? - zdumiała się dziewczyna. Skinęłam tylko głową i pociągnęłam ją tak, by wstała, po czym ruszyłam szybkim krokiem w stronę wyjścia z budynku szkoły. Ku mojemu zdziwieniu, na dole czekali na nas Ching i Luis.
- Co wy tu robicie? - zapytałam podejrzliwie. - Przecież do ciszy nocnej zostało ledwie pół godziny.
- Wolfcry nas tu wysłał - mruknęła Ching. - Prosił, żeby to Luis zaprowadził dziewczynę do wilka.
- Ale czemu mi nic nie powiedział? - zdziwiłam się. - Przecież rozmawiałam z nim telepatycznie, więc mógł mi wszystko przekazać...
- Wiesz, że on żyje we własnym świecie - mruknęła dziewczyna, wywracając oczami. - I lepiej się z nim nie kłócić.
- Wiem - przyznałam, po czym zwróciłam się do Luisa. - Odprowadź Nadine do pokoju, jak tylko Wolfcry pozwoli wam iść, ok? - chłopak kiwnął głową, a ja szepnęłam do jasnowłosej kilka słów otuchy i wyjaśnienia, po czym pożegnałam się i odeszłam. Miałam nadzieję, że wreszcie uda mi się dotrzeć do swojego pokoju i mieć choć chwilę względnego spokoju.

Nadine

- Mógłbyś mi pomóc? – spytałam dziewczyny. Przyszła tu niecałą minutę temu, jak gdyby na czyjeś polecenie.
- A w czym? - powiedziała zmęczona.
- Nie wiem dokładnie, gdzie jest mój pokój. Jest to ten mały na drugim piętrze – powiedziałam. Dziewczyna obrócił się i zaczęła iść. Ruszyłam za nią. Przeszła obok kilku pokoi i zatrzymała się przy tym, przed którym była moja torba.
- To ten – powiedziała i zeszła na dół.
- Dziękuję! – krzyknęłam, ale nie wiem, czy to usłyszała. Powoli weszliśmy z Kibą do pokoju, a ja zamknęłam drzwi. Odpięłam towarzyszowi smycz. Rozejrzałam się automatycznie po pokoju. Nie powiem, podobał mi się. Tylko legowisko dla wilka było w złym miejscu. Wzięłam je, więc, i położyłam pod swoim łóżkiem, sama następnie siadając przy biurku. Zaczęłam myśleć, jak tu zagospodarować dużą szafę i półkę nad biurkiem.
Zapomniałam zabrać swojej torby. Podeszłam więc do drzwi i lekko je uchyliłam. Wtedy Kiba odepchnął mnie i wyskoczył, zbiegając po schodach i znikając mi z oczu. Chwyciłam szybko za torbę i rzuciłam na łóżko, po czym zbiegłam na dół. Było tam dość dużo osób. Spytałam się kilku z nich, czy nie widzieli wilka. Niestety, nikt nie mógł mi pomóc. Zaczęłam iść głównym korytarzem, rozglądając się po pozostałych. Zrezygnowałam jednak dość szybko i wróciłam do pokoju z nadzieją, że Kiba sam się znajdzie. 
Słońce już zachodziło i ostatnie jego promienie oświetlały świat. A wilk dalej się nie pojawił. Wyszłam z pokoju i zamknęłam tym razem za sobą drzwi. Zbiegłam po schodach, aż wylądowałam na samym dole. Znów zaczęłam poszukiwania, tym razem w opustoszałych korytarzach. Nawoływałam go, rozglądałam się. Nigdzie nie było nawet śladów. A może wybiegł już ze szkoły albo gdzieś został zamknięty? Nigdy nic nie wiadomo. Usiadłam na jednej z ławek i prawie zaczęłam płakać, gdy ktoś stanął jakieś dwa metry ode mnie i powiedział:
- Czy coś się stało?
- Zgubił się mój towarzysz, Kiba – powiedziałam. Tajemnicza postać zbliżyła się do mnie i chwyciła za rękę, dając znak, bym wstała. Zrobiłam to, a ona prowadziła mnie gdzieś. Miałam czas, by się jej przyjrzeć bliżej. Była to piękna kobieta. Podobnie jak ja, miała jasne włosy. Byłam pewna, że jest tutaj nauczycielką, choć nie wiedziałam, czego.
- Jestem pewna, że wróci. Kiedy uciekł? – spytała.
-Parę godzin temu. To mądry wilk, więc pewnie wróci – odrzekłam. Nie chciałam już płakać, było mi już tylko smutno.
- Wilk, powiadasz? Lepiej go teraz poszukajmy. Pytałaś w pokojach?
- Nie… ale nie dam rady sama się wypytać wszystkich – powiedziałam zawiedziona. Kobieta skupiła się. Usłyszałam po chwili kroki na schodach. Tuż po tym, pojawiła się jakaś dziewczyna.
- Co się stało? - spytała kobietę.
- Zgubił się wilk – odpowiedziała spokojnie kobieta.
-Mam pomóc go jej szukać? – zapytała.
-Tak – odparła kobieta i odeszła. Dziewczyna podeszła do mnie. Położyła mi rękę na ramieniu i poprosiła:
- Opowiedz mi coś o nim.
- Jest biały, ma złote oczy i lubi przebywać wśród osób z dziedzictwem hamadriady – powiedziałam.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Inez

Musiałam przyznać, że nowi nieźle dali się Shin’owi we znaki. Stojąc w jego pokoju i widząc,, jak w najlepszej komitywie omawia z wicedyrektorem jakąś karę dla krnąbrnych nowicjuszy, nie mogłam jednak powstrzymać lekkiego uśmiechu. Wiedziałam, że teraz tego typu zadania przypadną mnie, ale przynajmniej nasz przewodniczący na własnej skórze doświadczył, jak to jest się użerać z całą tą gromadką. Miałam tylko nadzieję, że nie przesadził….
- A co to za zemsta? – zapytałam lekko zaniepokojona. – Chyba ich nie wyrzuciliście, albo nie….?
- Nie wysłaliśmy ich na karny trening z demonami – przerwał mi wicedyrektor. – Choć taka myśl przemknęła mi przez głowę. Może następny razem…. – sadystyczny uśmiech nie schodził mu z ust.
- Może – mruknęłam nieprzekonana. – A co wymyśliliście tym razem?
- Oj, nic wielkiego – uspokoił mnie Shin. – Zadbaliśmy tylko, żeby przez następny tydzień mieli zajęcie aż do ciszy nocnej. Przynajmniej będą dobrze wyedukowani.
A więc o to chodzi…. Odetchnęłam z ulgą. Skoro postanowili ukarać ich nauką, to nie było tak źle.
- W takim razie się nie wtrącam – uśmiechnęłam się. – Niech się uczą, choćby całymi dniami.
- Tak będzie – przytaknął Shin. – A wracając do pierwszego tematu. Czemu nie było cię tak długo?
- Wiesz, że byłam za granicą – wzruszyłam ramionami.
- Tak, ale miałaś tu być, co najmniej godzinę wcześniej.
- No i byłam – przyznałam. – Ale od razu złapała mnie dyrektorka. Z tego, co mi powiedziała za jakiś tydzień będę douczać dwójkę nowych, których zabiera na wizytację.
- No, to przyda ci się sporo cierpliwości – westchnął chłopak. – Moją wyczerpali w dwie godziny.
- W takim razie siedź tu i nie wychodź, żebyś nie rozniósł szkoły przez jakieś durne wybryki – zaśmiałam się, po czym ruszyłam w stronę drzwi. – Ja się wszystkim zajmę – rzuciłam na odchodnym. - Wolę to od papierkowej roboty.
Zamknęłam za sobą drzwi pokoju Shina, po czym ruszyłam do siebie. Było już dość późno i korytarze opustoszały. Zanim jednak dotarłam do swojego pokoju, dostałam kolejny myślowy przekaz, tym razem na pewno od Ombry, która kazała mi natychmiast zejść na dół. Posłusznie zbiegłam po schodach gdzie zobaczyłam drobną, jasnowłosą dziewczynę, która z zagubioną miną rozglądała się po głównym hallu.

Shin

Zabiję! Ubiję! Wypatroszę! Nadmucham do życia, a potem znowu zabiję!
- Słucham, co proszę?! "Cześć!"?!! Jeśli jeszcze raz wywiniesz mi taki numer... - już miało dojść do rękoczynów, gdy zatrzymał mnie mocny uścisk od tyłu.
- Nie uczyłem cię, że kobiet się nie bije, młody? - spytał wesoły głos za mną.
- Ty... Puszczaj! - syknąłem i spróbowałem się wyrwać. Na daremno, stary Ryumasaki był zdecydowanie silniejszy, niż powinien.
- Ale, o co w ogóle chodzi? - spytała Inez, patrząc to na mnie, to na wicedyrektora. Jakąś minutę temu przyszła do mojego pokoju, zastając mnie ustalającego z Długopiórym Wilkiem szczegóły mojej kary dyscyplinarnej na imprezowiczach. Na łóżku dalej leżały, pośpiesznie przykryte poduszką, cenne artefakty w kasetce pancernej wykutej ze stali podmorskiej.
- Co się ty dzieje? Do cholery, umawialiśmy się chyba, że ty się zajmujesz wszelkimi problemami z pisklakami, a ja załatwiam papierki i intermagię, tak? - prychnąłem.
- Nie było mnie...
- No właśnie! Gdybym wiedział, że mi wywiniesz taki numer, też bym poleciał do ciepłych krajów. Choćby i na latającym dywanie - powoli byłem coraz spokojniejszy. Podejrzewałem, że nie była to wyłącznie zasługa mojej siły woli, ale nie pytałem.
http://blog.freepeople.com/wp-content/uploads/2013/03/diy-painted-feathers-8.jpg- Czyli rozumiem, że źle, tak? - dziewczyna wydała mi się zatroskana. -A tak poza tym, mogę wejść? - skinąłem tylko ręką.
- Zamknij na zamek - dodałem, siadając koło bruneta na łóżku. Odsunąłem poduszkę i podważyłem nieco wieczko kasetki. - Poznajesz, prawda? - mina Inez była cudowna. Kilka mieniących się odcieniami wiatru lotek o fantazyjnym kształcie. Oczywiście, były to jedne z mniejszych, mierzyły co najwyżej piętnaście centymetrów. Ale i tak robiły wrażenie. Pióra benu, króla czterech wichrów. Poza tymi, miałem jedno zawsze tuż przy piersi.
- Skąd to masz? - spytała cicho.
- Od przyjaciela - uśmiechnąłem się lekko. Miałem nadzieję, że udało mi się ukryć smutną nutkę. - Raczej się nie spotkacie. A wracając do sprawy, to pytałaś, czy coś się działo. Pomyślmy... - udałem zastanowienie, odruchowo przyciągając skarb bliżej siebie. - Kilka zaginionych owieczek, afera na pół budynku, jedno zwierzę na pokładzie, bodaj trzy zbite talerze i chyba siedem szkla... - nie dane mi było dokończyć.
- Czekaj, czekaj, jaka afera? - spytała zaniepokojona Inez.
- Już żadna - wyręczył mnie wice. - Właśnie umawiamy warunki zemsty - uśmiechnął się dość jednoznacznie. Nieźle się bawił, nawet nie krył sadyzmu.

Inez

Nigdy nie sądziłam, że wakacje mogą być tak nudne i, co ważniejsze, mogę żałować, że nie ma mnie na rozpoczęciu roku. A jednak tak było. Co prawda, przyjechałam parę godzin później, ale i tak dziwnie się czułam nie wysłuchawszy mowy dyrektorki i nie oglądając, jak nowi uczniowie miotają się po szkole, szukając swojego pokoju i kogoś, kto im w tym pomoże. Zazwyczaj tym kimś byłam ja, ale w tym roku te obowiązki musiał przejąć Shin. W prawdzie, nie przyjechałam tak późno, by nie móc mu w tym pomóc, ale, ledwie przekroczyłam progi szkoły, przez moją głowę przeleciał nakaz: „Dyrektorka czeka na Ciebie w swoim gabinecie”. Nie wiedziałam, czy to robota Ombry, czy jakiegoś zaklinacza ze starszych klas. Tak czy siak, zaczynało się „normalne” życie w szkole i trzeba było się przyzwyczaić, a, co ważniejsze, nie pozwolić głównej oreadzie czekać na siebie zbyt długo.
Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo, zarzuciłam na ramię torbę i szybkim krokiem ruszyłam do gabinetu. Jednak, gdy kilka minut później, zastukałam do drzwi i odpowiedziała mi cisza. Czyżby ktoś mnie wkręcił? Niemożliwe, nie odważyliby się odwinąć takiego numeru. Starsi zaklinacze dobrze wiedzieli, co by ich za to spotkało, a młodziaki jeszcze nie kontrolowały dostatecznie swoich umiejętności. To nie mogła być pomyłka, ale w takim razie, gdzie, do cholery, podziała się dyrektorka? I po co mnie wezwała? Może po prostu nie usłyszała pukania? Żeby to sprawdzić nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się bez najmniejszego skrzypnięcia. Zajrzałam do środka, ale pokój był pusty. Może poszła mnie poszukać i zapomniała zamknąć drzwi? Nie, to raczej nie wchodziło w grę. Verna Nimensage nigdy o niczym nie zapominała, więc co tu jest grane? Postanowiłam usiąść na krześle naprzeciw biurka i poczekać, aż wszystko się wyjaśni….
Stało się to dość szybko, bo już po około dziesięciu minutach usłyszałam kroki na korytarzu, a potem strzępki rozmowy.
- Wy dwoje – mówiła dyrektorka, stojąc tuż przed drzwiami. - jesteście wybrani do obowiązkowej wizytacji pewnego miejsca.
- Jakiego?! – wtrącił się głośno męski głos, a ja domyśliłam się, że to jakiś uczeń i to pierwszoroczny.
- Zaraz wam wszystko wyjaśnię – uspokoiła go dyrektorka, po czym weszła do gabinetu.Zaraz za nią do środka wszedł ów chłopak i jakaś nieśmiała brunetka. Oboje wybałuszyli na mnie oczy ze zdumienia, ale dyrektorka tylko się uśmiechnęła.
- Widzę, że dotarła do ciebie wiadomość Inez – powiedziała.
- Owszem – przytaknęłam. – Choć zagadką jest dla mnie, dlaczego mnie tu pani wezwała.
- Zanim ci to wyjaśnię. Poznaj Felixa i Aleę, którzy wyjadą ze mną na wizytację - kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do nowych. Felix chyba tego nie zauważył, ale Alea odwzajemniła uśmiech, po czym oboje usiedli na niewielkiej kanapie w kącie gabinetu. Na kilka chwil zapadła cisza. Przerwała ją dyrektorka.
- Wy dwoje pojedziecie ze mną skontrolować, jak idą prace nad areną treningową dla zaawansowanych uczniów – zwróciła się do dwójki uczniów. – Choć to niezbyt daleko, nie będzie was w szkole co najmniej przez tydzień, a po powrocie zgłosicie się do Inez – teraz oreada rzuciła mi znaczące spojrzenie. – Liczę, że zbierzesz od nauczycieli wszelkie materiały i pomożesz im nadrobić zaległości.
- Oczywiście – przytaknęłam.
- Dobrze – uśmiechnęła się Verna Nimensage. – Możecie iść. Aleę i Felixa chciałabym tu widzieć za pół godziny.
Zgodnie opuściliśmy gabinet dyrektorki. Alea i Felix od razu zaczęli wymieniać entuzjastyczne uwagi, ale ja nie brałam udziału w tej rozmowie, tylko szybkim krokiem ruszyłam w stronę pokoju Shina, by się przywitać i dowiedzieć się, co mnie ominęło.

Nadine

A więc, dzisiaj przekroczę progi nowej szkoły. Pocieszeniem dla mnie jest obecność Kiby, chociaż nie wiem, czy nie lepszym sposobem było założeniu mu jakiejś obroży. On jest mym obrońcą i tarczą, niczego się nie boję. Jednak jest dziki. Mieszka w lesie, a więc nie z ludźmi i nie jest psem, tylko majestatycznym stworzeniem. Droga była kamienna, a szkoła wielka. Minęłam drzwi i już szok: tylu uczniów i nauczycieli. Niosłam swoją torbę, niebieską ze złotą gwiazdą, przez korytarz. Kiba szedł obok mnie i bacznie się wszystkiemu przyglądał. Pierwszy raz byłam w aż tak potężnej szkole. Niepokoiło mnie to nieco, nigdy nie miałam przyjaciół, kolegów... Chyba, że tyczą się tu wilki. Dla mnie to najlepsi przyjaciele.
Rozkazałam jakiejś dziewczynie zanieść moją torbę pod mój pokój. Wepchnęłam jej ją w ręce. Najpierw zauważyłam na jej twarzy oburzenie, a potem jakby uległa i poszła z nią do budynku. Walizka była ciężka i zastanawiałam się, jak sobie z nią poradzi. A może też wyręczy się kimś innym, a moje rzeczy będą krążyć z ręki do ręki.
- Kiba! - zawołałam, gdyż wilk oddalił się odrobinkę. Gdy podszedł, kucnęłam i wyjęłam z kieszeni obrożę ze smyczą. - Nie bój się, to dla bezpieczeństwa... - powiedziałam, gdy zapinałam mu obrożę. Wilk siedział spokojnie. Patrzył tylko na mnie, jakby był przyzwyczajony do zapinania obroży. Zmiana zaszła, gdy zapięłam mu smycz: starał się zerwać, kręcił się w kółko. Spojrzałam na niego. Wtedy zrozumiał, że smycz jest długa.
Zaczęłam z nim iść w stronę schodów. Mijało mnie wielu ludzi, zapewne uczniów i nauczycieli włącznie. Spokojnym krokiem doszłam do schodów i zaczęłam po nich wchodzić. Było słychać śmiech i kilka głosów, a w powietrzu unosił się zapach perfum i dezodorantów. Było trochę tu ciepło, więc zatrzymałam się przy jednym z okien i, łapiąc za klamkę, uchyliłam je. Od razu świeże powietrze wymieszało się z tym wewnątrz.
Ruszyłam, więc, lekko ciągnąc za smycz w stronę schodów. Z jednego z pokoi wybiegły trzy dziewczyny i zbiegły na dół głośnio śmiejąc się.
Moją uwagę przykuł chłopak stojący na półpiętrze piętra. Na pewno starszy ode mnie, stał jakby na kogoś czekał. Podeszłam do niego, wchodząc kilka stopni wyżej. Kiba przylgnął do mojej nogi.
- Cześć! - powiedziałam pewnie, ale troszkę cicho. Nie wiedziałam, jak zareaguje.
- Cześć! - odpowiedział i popatrzył na mnie, a potem na wilka. Ten nastroszył sierść, jakby został obrażony samym spojrzeniem. Zerknęłam  na Kibę i lekko pociągnęłam smycz. Od razu się uspokoił.
- Wybacz za niego – przeprosiłam szybko. - Pierwszy raz jest w tak dużym miejscu nie będącym lasem.